Kicz, niczym mitologiczna hydra, za każdym razem, kiedy ktoś próbuje ją uśmiercać powraca do życia z jeszcze większą siłą. Walka z nią wydaje się być z góry skazaną na porażkę, niewartą trudu, gdyż i tak na jej końcu czeka na nas, uśmiechnięta buzia porcelanowego łabędzia i wpatrzony w nią z uwielbieniem, potomek chłopów „znawca sztuki”.

Clement Greenberg,1982. Fot. Timothy Greenfield-Sander

Clement Greenberg, wiodący krytyk sztuki dwudziestego wieku w swoim eseju na temat kiczu rozprawia się z nim bezlitośnie. Mówi wprost: kicz jest domeną chłopów. Nie znajduje na to żadnego eufemizmu pisząc: „chłop jest bardziej uwiedziony techniką przekonującej reprezentacji”, co może nasz szokować, a nawet oburzać. W języku polskim bowiem, określenie „chłop” ma często pejoratywny wydźwięk, co stanowi swoistego rodzaju przeszkodę w pisaniu o kiczu, który jest z nim nierozerwalnie powiązany. Kicz bowiem jest wszędzie tam, gdzie spadkobiercy wiejskiego folkloru szukają „dzieł” potrafiących zaspokoić ich estetyczny głód. Ich pradziadowie nie mieli takich rozterek. W każdej wsi był bowiem lokalny twórca rzeźbiący Chrystusa Frasobliwego albo kółko gospodyń wiejskich, malujących jajka wielkanocne. Folklor – był nie tylko barwny, różnorodny, żywy, ale przede wszystkim, całkowicie zrozumiały dla lokalnej społeczności, która słuchając grajków czy spoglądając na drzeworyty wykonane przez artystów – samouków, mogła śmiało powiedzieć – „Ja to rozumiem! To jest piękne.”

Zdjęcie wygenerowano za pomocą DALL-E, @wSztuce 2025

Kiedy jednak na skutek zmian społecznych, mieszkańcy wsi, szturmem ruszyli na podbój miast, zetknęli się w nich ze sztuką całkowicie dla niech niezrozumiałą. Sztuką kreowaną przez elity. Sztukę intelektualną, którą wymaga od widza nie tylko przygotowania filozoficznego, historycznego i literackiego, ale także otwartości umysłu. Odwagi w przyjmowaniu tego, co jest „inne” i „kontrowersyjne”. Taką sztukę bardziej się czyta niż ogląda. Ta sztuka nigdy nie była i nie będzie w ich zasięgu. Reakcją na nią jest w pierwszej kolejności dziecinny bunt: – to nie jest sztuka! W domyśle- bo ja tego nie rozumiem. Należy więc taką sztukę oblać błotem, tak jak oblewano kiedyś we wsi niepokorne kobiety. Zniszczyć, opluć, zadeptać i na końcu wyśmiać. Oto postawa tych osób w muzeach sztuki współczesnej. Dumna i butna, wytaczająca w obliczu artystów jak Cy Twombly, żałosne argumenty: „moje dziecko namalowałoby to lepiej” lub „w porównaniu z naszymi artystami, to to jest jakaś miernota”.

Obce są im niepodważalne fakty, że wpływ ludowych artystów na rozwój światowej sztuki jest znikomy, a ich twórczość ograniczona jest do kilku wystaw w prowincjonalnych domach kultury. Oczywiście folklor może służyć jako inspiracja. Widzimy to w twórczości tak wielkich postaci jak Marc Chagall, Henri Rousseau, Frida Kahlo, Edvard Munch, Wassily Kandinsky, Gustav Klimt, Paula Rego czy Jean-Michel Basquiat. Jednak zwrócenie się w stronę folkloru nie jest tożsame z kiczem.

Porcelanowy kubek z naklejejką imitującą twórczość Vincenta Van Gogh’a. Fot.@wSztuce 2025

Jedną z reakcji na brak zrozumienia sztuki współczesnej jest właśnie zwrócenie się w kierunku kiczu, który powstał z tęsknoty za folklorem. Coś musiało wypełnić tę pozostawioną po nim pustkę. Nie mogła to być awangarda, musiał powstać jej łatwostrawny zamiennik. I tak narodził się kicz. Zmutowany niczym komórki rakowe, rozprzestrzeniający się z siłą wirusa. Kiczu, nawet tego retro w postaci starych, porcelanowych figurek nie można zamknąć w rezerwacie. Niczym szczur zawsze znajdzie wyjście.

Kiczowata rzeźba. Zdjęcie wygenerowano za pomocą DALL-E, @wSztuce 2025

Każdy ruch w kanonie sztuki miał swoją chorobliwą formę, jarmarczną odmianę, dedykowaną prostym ludziom. Kicz istniał w Renesansie, Baroku czy w innej epoce. Właściwie w każdym czasie ludzkiego istnienia. Za każdym razem go uśmiercano, powracał jednak do życia w kolejnym wcieleniu. To, że do naszych czasów nie dotarły ukiczowienia z XV wieku, daje nam nadzieję, że ci którzy przyjdą po nas, nie zobaczą tych wszystkich pokracznych obrazów, mozaik i rzeźb zalewających lokalne jarmarki. Że przyszłe pokolenia nie będą widziały kiczowatych apaszek z nadrukowanymi słonecznikami Van Gogha, że zostaną im oszczędzone T-shirty z twarzą Fridy Kahlo czy obrazami Klimta, a także tony barokowych posągów przemienionych w słodkie statuetki, od których uginają się półki w sklepikach z pamiątkami na całym świecie. Odejdą w zapomnienie wraz z tymi, którzy obecnie dumnie je noszą podczas niedzielnych spacerów po lokalnym deptaku. O ile fascynacja kiczem u osób nie zajmujących się sztuką zawodowo może być wybaczona, tak jest to karygodne, jeśli to wynaturzenie widzimy u tzw. „profesjonalistów”, których ambicją jest edukacja plastyczna.

Rzeźba Juno Birch.

Kicz jest imitacją sztuki, jej miernym i pokracznym naśladownictwem. Jest zwulgaryzowaną do absurdu kalką, która swoich odbiorców wybiera spośród naiwnej grupy „miłośników sztuki”.  Kicz jest pożywieniem mas, które tak jak i on, pozbawione są indywidualizmu. Zamknięty w klaustrofobicznej mono-kulturze, w której „kanony piękna”, nigdy nie są poddawane konfrontacji, a wręcz przeciwnie, niczym relikwie przekazywane z pokolenie na pokolenie, rozrasta się w sile. Kicz kreuje bezpieczny świat pełen kolorów i swojskich pejzaży. Jest fast-foodową odmianą sztuki, która udaje, że karmi, a tak naprawdę szkodzi organizmowi, który go spożywa. Nosi w sobie sprzeczność, widoczną w jego formie, kolorystyce i przeznaczeniu. Jest, jak powieść o życiu wyższych sfer, pisana dla służących czy akrylowy sweter udający kaszmir. Kicz, aby nie zagrażał rozwoju społeczeństwa powinien być trzymany na uwięzi. Z dala od miejsc zajmujących się edukacją czy promocją sztuki. Niestety biega on wolny i rozmnaża się z prymitywną siłą, znaną jedynie królikom i ludziom pozbawionym edukacji seksualnej. Jest obecny w literaturze, architekturze i sztuce. Jest obecny w infantylnych artykułach o sztuce, gdzie przybiera postać „lektury do porannej kawusi”, bo przecież popularne tabloidy, tym się żywią.

Zdjęcie wygenerowano za pomocą DALL-E, @wSztuce 2025

Kiczowaci pisarze i pisarki, pełni zamiłowania do swojskiej tandety, bezmyślnie powtarzają marketingowe hasła o dekolonizacji sztuki i parytetowym raju tkwiąc jednocześnie na fizycznej i emocjonalnej prowincji. Niczym kicz, imitują coś, czym nie są.

Kicz będący pochodną rewolucji przemysłowej, która zurbanizowała nie tylko fabryki, ale także doprowadził do produkcji masowej przedmiotów imitujących dzieła sztuki, umocnił w masach powszechną „analfabetyzację”. Masy bowiem w obliczu sztuki są jak niepiśmienny człowiek w obliczu dzieł Shakespeare’a. Może patrzeć na nie godzinami, ale i tak, nic z tego nie wyniknie. Kicz w odróżnieniu od awangardy nie wymaga ani przygotowania intelektualnego ani czasu. Jest prostą odpowiedzią zapakowaną w kolorowe opakowanie. Nie bez powodu jest on często wykorzystywany jako narzędzie propagandy. Jest bowiem zwodniczy i przebiegły. Ma przez to zdolność do opanowania wąskich umysłów. Utrzymuje dyktatora w bliższym kontakcie z „duszą” ludu. Gdyby oficjalna kultura była wyższa od ogólnego poziomu reprezentowanego przez masy, istniałoby niebezpieczeństwo utraty nad nimi kontroli.

Wycinanka łowicka. Fot. @wSztuce 2025

Clemens Greenberg przytacza w swoim eseju przykład Związku Radzieckiego – kraju, w którym kicz był oficjalnym „rodzajem” kultury. Cytuje Dwight MacDonalda zadającego pytanie „dlaczego ignoranccy chłopi mieliby preferować Repina od Picassa, którego abstrakcyjna technika jest co najmniej tak samo zbieżna z ich własną prymitywną sztuką ludową jak technika tego pierwszego?” i natychmiast odpowiada: „Dzieje się to dlatego, że jeśli tłumy odwiedzają Galerię Trietiakowską, to w dużej mierze dlatego, że zostało im wcześniej wtłoczone w głowy, aby podziwiać „realizm socjalistyczny”. Jednak w przypadku kiczu, jest jednak coś więcej niż tylko „narzucona” przez rząd estetyka. Wspomniany przez MacDonalda, chłop patrząc na obraz Repina rozpoznaje na nim rzeczy, które widzi na co dzień, w swoim zwykłym życiu. Nie ma więc potrzeby czynienia jakiegokolwiek intelektualnego wysiłku i rozszyfrowywania ukrytych symboli i znaczeń, gdyż malarstwo to jest tego kompletnie pozbawione. Tak samo zachowuje się jego potomek, patrząc na kiczowate wytwory pseudo-artystów. Wszystko jest jasne i klarowne. Patrząc na Picassa będzie widział zagrożenie, którego nie rozumie. Dlatego zareaguje atakiem wynikającym z jego całkowitej ignorancji i zacofania.

Zdjęcie wygenerowano za pomocą DALL-E, @wSztuce 2025

W społeczeństwie opanowanym przez nieświadome masy, nie istnieje starcie na linii Nowe – Stare, Awangarda – Wielcy Mistrzowie.  Alternatywą dla Picassa nie jest bowiem Michał Anioł, ale właśnie kicz. Mimo szkolnej edukacji, która wprowadza dzieci w świat kanonu sztuki, one nadal, gdy dorosną, będą w większości przypadków na ścianach swoich mieszkań wieszały makatkę z jelonkiem, a na regale ustawiały porcelanowe figurki baletnic. Tendencja bowiem do powszechnej akceptacji kiczu jest tak silna i pierwotna, że żaden system edukacyjny nie jest w stanie tego zmienić. Według Greenberga, poczucie gustu wynikające z uwarunkowań środowiskowych i geograficznych jednostki różni się, ale tylko do pewnego stopnia. Współcześni koneserzy sztuki mają ten sam pogląd na twórczość Hokusai jaki mieli dziewiętnastowieczni Japończycy. Zgadzają się, że był on jednym z najwybitniejszych twórców. Podobnie jest z masami. Bez względu na ich narodowość łączy ich uwielbienie kiczu. Rozpoznają „piękno” w tych samych prostych obrazkach, na których pies wygląda jak pies, a dom jak dom, bez potrzeby doszukiwania się w tym przekazie referencji do greckiej czy rzymskiej mitologii. Sztuka abstrakcyjna jest ich ideologicznym wrogiem, który wymaga natychmiastowego oplucia i komentarzy w stylu: „rozchlapana farba”, klasyczne bazgroły”, o Arte Povera nie wspominając. Bo zapewne, zostałaby sprowadzona do poziomu produktów zakupionych w Castoramie, gdyby tylko, jakikolwiek przedstawiciel mas, odważył się stanąć, twarzą w twarz z twórczością Pistoletto, Merza czy Kounellisa.

Jeff Koons, Balloon Dog (Orange).

Historycznie patrząc na zagadnienie kiczu, istniał on od zawsze. W europejskich społeczeństwach był wyraźny podział na mniejszość, która tworzyła sztukę formalną i masy, które musiały zadowolić się folklorem, a obecnie kiczem. Kultura wyższa od zawsze była jednym z najtrudniejszych produktów ludzkiej wyobraźni, kwestionująca wszystko, co jest zgodne z naturalnym porządkiem. Szeroka publiczność nigdy nie miała w sobie potrzeby, aby podążać za awangardą i kwestionować przez to swój punkt widzenia. O wiele łatwiej jest tkwić we własnym środowisku podobnie (nie)myślących ludzi i utrzymywać przy życiu kolejne wcielenia kiczu. Oni nigdy nie zrozumieją, czym różni się różowy pudelek Jeffa Koonsa od porcelanowej sosjerki w kształcie gęsi, kupionej w lokalnym sklepie z zastawą stołową. Tę różnicę dostrzegą tylko nieliczni. Ludzie, którzy z pokorą chylą głowę przed sztuką większą niż oni sami. Którzy mają odwagę przedefiniować to, co zostało już dawno zdefiniowane. Oni będą doskonale wiedzieć, co Koons chce im powiedzieć, poprzez parę porcelanowych misiów i odkurzaczy, zamkniętych w muzealnych gablotach. Ten dialog pomiędzy nimi, a artystą pozostanie poza zasięgiem mas, które w tym czasie będą zajęte kupowaniem kolejnych bluzek z naklejonymi na nich reprodukcjami znanych obrazów. Tak wystrojeni będą paradować po lokalnych skwerach, jak czynili to ich pradziadowie na wiejskich jarmarkach i odpustach.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj