Przypominają mi się słowa Ai Weiwei: „do tej pory byłem artystą zaangażowanym, teraz jestem zaangażowany”. Kontekst tej wypowiedzi był zupełnie inny niż do czego, teraz jej użyczam. Chodzi o wystawę w Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie, która właśnie się skończyła i wypadło mi ją zobaczyć akurat ostatniego dnia. A jest swoistym znakiem aktualnej epoki, symbolem naszych czasów i mówi wszystko, bez potrzeby zrozumienia jej detali. Albowiem dotyczy tego, co stało się treścią życia i naszych, ludzkich poczynań.

Chodzi o wskrzeszenie postaci Wiktorii Cukt, która w wersji 2.0 startuje w wyborach prezydenckich. CUKT to kolektyw. Skrót: Centralny Urząd Kultury Technicznej i datuje się z 2000 roku. To szmat czasu jaki upłynął, albowiem w technologii i ludzkich umysłach jej postrzegania, nastąpiły takie zmiany, które wtedy były czystą futurologią, dziś nas dogoniły. Cofnijmy się w czasie do epoki sprzed półwiecza. Ci, którzy kojarzą polską awangardę bez epoki internetu, z pewnością pamiętają NET.
Przywołuję tamto zjawisko nie jako przyczynę lub projekt wsteczny do Wiktorii CUKT, lecz jako znamię pewnego myślenia w umysłach artystów mających pewność, że istnieje rodzaj zbiorowego myślenia, działania, które może mieć wpływ na otoczenie.

NET powstawał w określonej sytuacji politycznej. Był to czas totalitarny w Polsce. Odnosił się do sfery wolności. Słowa Ai Weiwei powyżej odnoszą się do tego samego.
Dwaj artyści Jarosław Kozłowski i Andrzej Kostołowski powołali NET w 1971 roku, kiedy praktyki konceptualne odnoszące się do sfery wolności i krytyki instytucjonalnej, która wyrosła z przeróżnych buntów, albo 1968 roku albo – jak u nas – z potrzeby uwolnienia politycznego i systemowego. W manifeście NET czytamy, że sieć obejmuje prywatne domy, studia, inne miejsca, a wszystkie propozycje są artystyczne. I że NET nie ma adresu ani koordynacji. A zatem możemy przez to rozumieć, że przekaz dociera do ludzi, ale może mieć charakter przypadkowy, albo celowy. Historia NET to inny temat, ale ważne podkreślenia jest to, że magia zasięgu, nienamacalnego wpływu na społeczeństwo dawała i wciąż daje paliwo do twórczości.

A każde tworzywo artystyczne bez względu na narzędzia wyzwala emocje u widza. I teraz mamy do czynienia z pewną grą, która czyni emocje, ma nienamacalny wpływ na ich temperaturę. Tylko czy to jest gra? Artysta ma prawo uważać, że to jego gra, ale kiedy wypuszcza od siebie dzieło, oparte na schemacie braku koordynacji celowej musi liczyć się z tym, że wykroczy poza ramy logicznego myślenia. I używa do tego Marcela Prousta.

Kolektyw C.U.K.T. wystawił Wikorię jako kandydatkę na prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Nie chodziło o zdobycie realnej władzy, lecz o rodzaj performensu, o pokazanie, że polityka może zostać przechwycona przez nieludzkie podmioty. Wiktoria wygenerowana cyfrowo, jak modelka z reklamy szamponu, startowała obok prawdziwych polityków, a jej kampania była swoistym lustrem. Wiktoria była wtedy awatarem. Lustro, w którym, my obywatele, mogliśmy się przejrzeć. W 2000 roku był to czysty spektakl performatywny. Artyści dali w ten sposób swój głos w kampanii wyborczej. I jako rodzaj przesłania. W sztuce najnowszej ten sposób bazowania na emocjach jest dobrze znany, że odnieść się mogę luźno do twórczości Maurizio Cattelana czy Teresy Margolles, a wcześniej akcjonizmu Yoko Ono, George Maciunasa i członków Fluxusu.

Obecność Wiktorii Cukt nabiera też nowego charakteru. Emocje, które wzbudza wzmagane są przez sztuczną inteligencję. Chat GPT z założenia jest pozbawiony uczuć ani ich nie ujawnia, ani nie generuje. Ale może dawać nam narzędzia jak je wywoływać. Tym bardziej, że Wiktoria mówi w swym programie o otwartości, równości, dostępu do komputera, wiedzy i wolności. Czyli mówi prawdę, to co ludzie chcą słyszeć.
Od jakiegoś czasu toczy się dyskusja o rolę AI, czy może mieć osobowość prawną, a zatem kreować treści, które miałyby własność intelektualną, ale dotyczyły zagadnień, z którymi ludzie sobie nie radzą. Pożyteczne to i niebezpieczne, jak futurologiczny bunt maszyn, który unicestwia ziemię. Wystawa „AI władza sztuki” wciąga nas do tego sporu. Polityka wtłoczona w te ramy staje się też ostrzeżeniem. Z jednej strony kusząca utopia, bo przecież Chat odpowiada na pytania, podsuwa scenariusze, a nawet prowokuje. A zatem czytamy w nowym programie: Ogłaszamy, że epoka konwencjonalnej demokracji jest przestarzała. Syntetyczny Szczyt potwierdza, że reprezentacja polityczna musi wykraczać poza tradycyjne mechanizmy, przyjmując sztuczną inteligencję jako bezprecedensowy katalizator demokratyczny.
Zarządzanie oparte na sztucznej inteligencji obiecuje radykalną integrację, innowacje polityczne i bezpośrednie wzmocnienie pozycji poznawczej obywateli, wzmacniając ludzkie rozważania, a nie je wypierając.
Uznajemy jednak nieodłączne sprzeczności: uprzedzenia algorytmiczne osadzone w ogromnych danych, nieprzejrzyste operacje agentów syntetycznych oraz niebezpieczeństwo erozji ludzkiej agencji politycznej. W ten sposób twierdzimy, że demokracja musi pozostać radykalnie przejrzysta, otwarta i podlegać ciągłej zbiorowej rewizji. Odpowiedzialność i nadzór muszą pozostać ludzkimi prerogatywami, chronionymi przez zwiększoną wiedzę algorytmiczną i rygorystyczne ramy etyczne.
Wyobrażamy sobie demokrację jako dynamiczny kod, wiecznie adaptowalny, partycypacyjny i reagujący ewoluujący poprzez interakcję człowiek-AI w czasie rzeczywistym. Przedstawiciele sztucznej inteligencji muszą wzmacniać marginalne głosy, przekalibrować reprezentację ze statycznych wyborów do dynamicznego dostrojenia, syntetyzując ludzkie aspiracje z ekologicznymi i planetarnymi imperatywami.
To Szczyt odrzuca algorytmiczny autorytaryzm i korporacyjną osobliwość. Upieramy się, że demokracja jest ciągłym, rewolucyjnym aktem, nieustannie odzyskiwanym od sił centralizujących. Demokracja musi zatem być zawsze zdobywana na nowo, jej kod forkowany, krytykowany i zbiorowo przepisywany w dążeniu do planetarnej sprawiedliwości, równości i pokoju.

Za tym projektem stoi Piotr Wyrzykowski, artysta o ogromnej wyobraźni. Dlatego to spotkanie z politykami – botami, którzy stoją na czele partii sztucznej inteligencji, jawi się jako utopijna historia z cyklu Black Mirror. Ale czy aby na pewno? Jeszcze dwadzieścia lat temu, ten scenariusz pozostałby na terytorium sztuki jako akt konceptualny. A teraz?












