Przemysław Blejzyk, Łukasz Habiera i Krzysztof Syruć pojawili się jako grupa na wspólnej wystawie w Kordegardzie, choć formalnie nie grają w jednej orkiestrze. Pokazali się jednak jako zgrabny team, zarówno od strony języka i sposobu malowania bardzo spójnie, a nawet tworząc rzadką jednorodność na polskiej scenie artystycznej. Wspólnym mianownikiem w ich przypadku jest bowiem technologia, dziedzictwo, na które się powołują.

Przemysław Blejzyk, Łukasz Habiera i Krzysztof Syruć „należą do pokolenia malarzy, których proces dojrzewania przypadał na lata 80. i 90. XX wieku – okres dynamicznego rozwoju kultury cyfrowej, redefiniującej język sztuk wizualnych” – czytamy w słowie kuratorskim do wystawy. Od lat 90. świat poszedł jeszcze dalej, wchodzą w obszar niewyobrażalnego wtedy gatunku języka, czego szczególnym dowodem jest okres, ostatniej dekady.
Artyści, chcąc w jakim sensie, odpowiadać na nowe wyzwania, musieli odnaleźć się we wspólnej przestrzeni, szukając miejsca w innowacyjnych i dynamicznie zmieniających optykę codzienności rozwiązaniach technologicznych, a jednocześnie zatrzymując tradycję, niejako dla siebie, rozumowaną jako podejście do malarstwa w sposób klasyczny, czyli używając pędzla, szpachli i farby, mówiąc jak najbardziej kolokwialnie.
Dodać trzeba, że nakręcającym rozwój technologii, sposobem jej kreacji wizualnej jest matematyka. Matematyka jako język opisu świata. Rozwiązania równań matematycznych pozwalały na przewidywanie istnienia obiektów. Dzięki obliczeniom matematycznym japońscy astronomowie, dodajmy samurajowie, mogli, przy braku odpowiednich narzędzi narysować wszechświat. Matematyka spaja wszelkie doświadczenia technologiczne, pozwala na ich istnienie, a to przekłada się na dalszy kontekst artystyczny.
Matematyka jest też fundamentem pracy architekta. Nawet wtedy, kiedy zechce być malarzem i patrzeć okiem na naturę. Tak jest w przypadku Łukasza Habiery i Krzysztofa Syrucia, architektów z wykształcenia, dla których strukturalne podejście do obrazu splata się z rygorem matematycznej analizy. Trzeci ze wspomnianych artystów, jest absolwentem łódzkiej ASP i w jego przypadku zwrot do cyfrowego widzenia świata był malarskim wyborem. Być może to niezakłócone rytmem przetwarzania danych, stało się u niego, czymś w rodzaju paliwa do kreacji artystycznej, sposobem wyłonienia własnego języka opartego na wektorowej egzystencji.
Tak powstał projekt 1+1+1 będący dialogiem między naturą, a technologią. Formą współistnienia.

A zatem, Przemysław Blejzyk, artysta urodzony w 1988 roku, kilka miesięcy przed upadkiem muru berlińskiego. Absolwent Akademii Sztuk Pięknych im. Władysława Strzemińskiego w Łodzi. Specjalizuje się w badaniu procesów formalnych w malarstwie, muralu oraz sztuce cyfrowej, prowadząc – jak sam określa – dialog z tradycją malarską. Jego prace łączą wpływy impresjonizmu i fowizmu ze współczesnymi mechanizmami widzenia, tworząc syntezę historycznych i nowoczesnych środków wyrazu.

Ale uznanie zyskał jako twórca monumentalnych murali. W oparciu o studiowanie mechanizmów natury i pejzażu, Bleizyk tworzy wieloelementowe kompozycje poszukując nowego sposobu interpretowania rzeczywistości i konstruowania obrazu w języku malarskim. Posiada imponujący kalendarz dokonań: KOLOOR w Muzeum Narodowym w Gdańsku (2023), Kolorytm w Contemporary Art Center Hangar 107 w Rouen, Francja (2022), a także wystawy w Lublinie (2019) oraz Paryżu (2017, 2013), Los Angeles (2016). Brał udział w prestiżowych wystawach zbiorowych, m.in. w Petit Palais – Fine Arts Museum of Paris (2024), Polyreality w Hive Contemporary Art Center w Pekinie (2023), Retransmission w Mirus Gallery w Denver (2022), Papers Please w Colab Gallery w Weil am Rhein (2020) oraz Homeless organizowanej przez Void Projects w Miami (2018).

Kolejny bohater z Kordegardy to Łukasz Habiera. Określa siebie dość bezpiecznie jako artystę wizualnego. W rzeczywistości to trafne określenie, bo to jeden z pionierów nurtu graffuturism w polskiej sztuce współczesnej. Absolwent Wydziału Architektury i Urbanistyki Politechniki Krakowskiej, gdzie odebrał lekcję, pozwalającą mu na nowatorskie spojrzenie na przestrzeń i relacje barwne. W swojej twórczości bada zależności między kolorem w naturze, a kolorem cyfrowym, poszukując wizualnej interpretacji błędów systemowych. Brał udział w kluczowych wystawach definiujących nurt graffuturism: „Rudimentary Perfection” (2011, Glasgow) oraz „Futurism 2.0” (2012, Londyn). W 2015 roku został zaproszony przez słynnego Takashi Murakamiego do zaprezentowania swoich prac na indywidualnej wystawie w Tokyo, która stała się częścią Superflat Collection. Jego twórczość była prezentowana w renomowanych galeriach na całym świecie, choćby w Los Angeles, Paryżu, San Francisco, Marrakeszu, Londynie, Turynie i Berlinie, zyskując uznanie w międzynarodowym środowisku artystycznym.

Graffuturism to ruch związany z futurystycznym graffiti, zapoczątkowany przez Poesia Transcend, amerykańskiego artystę pochodzącego z San Francisco. Oferuje on alternatywne spojrzenie na graffiti, bardziej otwarte na inne formy twórczości i inspiracji w ruchu, który do tej pory był bardzo skodyfikowany. Ramy graffuturyzmu są dość szerokie i wykraczają poza malarstwo, obejmując na przykład rzeźbę 3D. Pozwalają one na połączenie sztuki aerozolowej z innymi wpływami stylistycznymi, takimi jak architektura, kubizm czy mechanika cyfrowa.
Ruch i struktura form są jednymi z elementów składających się na ideę graffuturyzmu, ale jest to przede wszystkim nowy sposób myślenia twórczego, który może rozwijać się na szerszym spektrum nośników, a nie tylko na malarstwie ściennym.
Dla polepszenia wiedzy na ten temat przytoczyć można słowa twórcy ruchu z 2012 roku, z wywiadu przeprowadzonego na wystawie w Los Angeles:
– Co zainspirowało Ciebie do stworzenia Graffuturismu? Dokąd chcesz, żeby to zmierzało?
– Początkowo zacząłem zajmować się graffuturyzmem, aby dzielić się pracami, które ceniłem i rozmawiać z artystami, którzy być może nie mieścili się w standardowych ramach sztuki. Teraz, gdy graffuturyzm się rozwinął, nie czuję potrzeby, aby go popychać w żadnym kierunku. Zawsze był organiczny i chciałbym, aby nadal rozwijał się dynamicznie, w dowolnym kierunku.

I trzeci z uczestników kolektywu 1+1+1, Krzysztof Syruć. Absolwent Architektury Politechniki Gdańskiej, artysta wizualny, którego twórczość stanowi połączenie sztuki i matematyki. Jego prace to eksploracja abstrakcyjnych krajobrazów matematycznych, w których proces malarski przypomina rozwiązywanie równań opartych na intuicji i ścisłych zasadach plastyczno-matematycznych.
Jego prace charakteryzują się świetlistą przestrzenią, w której kolory organizowane są w dynamicznych, wielokierunkowych układach. Jego dorobek artystyczny to wynik wieloletniej podróży poprzez obszary sztuki i matematyki. Ewolucja jego stylu – od geometrycznych form graffiti po złożone układy barwne – świadczy o konsekwentnym dążeniu do harmonii między abstrakcją, a matematycznym porządkiem.
Jego twórczość była prezentowana w renomowanych galeriach na całym świecie, m.in. w Denver, Colorado, USA, Kolonia Artystów, Gdańsk, Polska, w galerii Celal M13, Paryżu we Francji, galerii Brain Damage w Lublinie czy galerii Pyecka w Košicach na Słowacji. Brał udział również w wystawach zbiorowych w Treviso i Monopoli we Włoszech, w galerii Muma w Hamburgu, w galerii Knew Conscious w, Denver, w paryskiej 8e Avenue Pavilion, czy genewskiej “Postgraffiti & Abstract” i galerii 44309 w Dortmundzie.

W każdym przypadku mamy do czynienia ze sporym bagażem doświadczeń, bogatym portfolio wystawowym, ale przede wszystkim dojrzałą, pewną siebie percepcją postrzegania języka sztuki, który w oparciu o różne doświadczenia uznali za swój własny, malarski przekaz świata.
Można śmiało przyjąć, że istnieje większa rodzina w świecie. Są w większości równolatkami, proces ich dojrzewania artystycznego przebiegał podobnie albo w zbliżony sposób. To ścieżka rozwoju cyfrowej technologii od magnetowidu po ChatGPT. Są zatem i ojcowie chrzestni, którzy wytropili tę możliwość tworzenia: Futura, Haze, Carlos Mare, Delta, West, Doze Green.
I tak wspomniany Doze Green rozpoczął swoją karierę w latach 70. malując pociągi w Nowym Jorku i szybko wyróżnił się dzięki swojemu charakterystycznemu stylowi graficznemu. Już w 1981 roku, będąc jeszcze bardzo młodym mężczyzną, wystawiał swoje prace w Fun Gallery, Fashion Moda i Tony Shafrazi u boku Keitha Haringa i Rammelzzee, który stał się jego mentorem. Występował tam jako breakdancer, uprawiając kolejną dyscyplinę, która rozwijała się równolegle z graffiti, i odnosząc sukcesy jako członek słynnej grupy Rock Steady Crew. Doze Green stał się tak legendarną postacią kultury hip-hopowej na przestrzeni dziesięcioleci.

Albo Carlos Rodriguez, znany bardziej pod pseudonimem Mare139. Jest jednym z czołowych artystów ruchu „Subway graffiti”, który na początku lat 70. opanował nowojorskie metro. Szybko poszerzył swój repertuar i zajął się rzeźbą nowoczesną, zachowując jednocześnie silne dziedzictwo kaligrafii wywodzącej się z graffiti. Jego rzeźby odniosły wielki sukces, wykonał je między innymi dla Uniwersytetu w Brighton oraz stworzył trofeum BET Awards. W 2006 roku zdobył nagrodę Webby Award za swój film dokumentalny „Style Wars”, który śledzi losy artystów graffiti w Nowym Jorku w połowie lat 80.
Mamy zatem do czynienia z potężną grupą artystów o światowej renomie, do których dołączył tercet Blejzyk, Habiera, Syruć. Powinowactwa i wymóg czasów cyfrowej rewolucji uczynił z nich artystów pierwszoplanowych współczesnej, młodej sztuki polskiej. W każdym przypadku, zarówno tym ze sceny światowej jak i omawianej trójki mamy do czynienia z rasowymi malarzami. O warsztatowym podejściu do formy i koloru. Zwłaszcza tego ostatniego. Czytamy w słowie kuratorskim do wspomnianej wystawy:
„Kolor staje się polem transmisji — opowieścią o tym, co widzialne i o tym, co dopiero ma się objawić. Sztuka przenosi nas z powrotem do świata żywego, świadomego spojrzenia. Pixel, glitch czy banding, będącej domeną technologii komputerowych stał się elementem badania świata za pomocą koloru i pędzla. To co technologiczne, maszynowe stało się zindywidualizowane i świadome. Przemysław Blejzyk, Łukasz Habiera i Krzysztof Syruć —to twórcy, którzy operują na styku intuicji, idei, struktury, malarskiego gestu i cyfrowej logiki, proponując odbiorcy doświadczenie świata w jego nieoczywistym języku.”

Na koniec warto wrócić do jeszcze obrazów Blejzyka i tego co artysta nazywa kolorganismem. To pojęcie dotyczące interaktywnych kreacji cyfrowych. Artysta traktuje swoje dzieła jako elementy większej układanki, w której widz staje się centralnym punktem. Zanurzony w kalejdoskopie form i kolorów odbiorca porusza się po ekspozycji prowadzony przez kolor – głównego narratora i spoiwo całej wystawy.
Sam Blejzyk mówi tak: Kolorganism jest pojęciem, którego zacząłem używać od momentu przeniesienia pikselowych studiów koloru na animacje generatywne. Są one uzupełnieniem moich poszukiwań malarskich, a jednocześnie wzbogaceniem języka formalnego, w którym relacje barwne tworzą pętle kompozycyjną oprowadzająca wzrok odbiorcy po całościowej kompozycji.
Wieloelementowe struktury, które buduje w moich pracach, są w pewnym sensie tworzeniem przestrzeni na dialog sztuki analogowej i cyfrowej.
Kompozycje obejmujące naturę, pejzaż i portret (zarówno w formie rysunku i malarstwa) są zestawiane z pikselowymi kompozycjami będącymi syntezą moich studiów koloru, a jednocześnie badającymi w dużo większym stopniu budowę formatu malarskiego.
1+1+1, Kordegarda, wystawa malarstwa Łukasz Habiera, Przemysław Blejzyk, Krzysztof Syruć, Warszawa 2025












