Rzadko pisałam o MSN w Warszawie, bo dyskusje o architekturze nie są moją domeną. O sztuce współczesnej w kontekście tej instytucji trudno jest mówić, gdyż jest ona tam obecna, w tak mikroskopijnych dawkach, że wymaga nie lada wyczynu, aby ją wyłowić spośród otaczającej przeciętności.

vanessa german, 'Krew i zwierzęta. Lustro i niebo: oda do niewysłowionej prawdy istnienia”,  2017. Wystawa „Kwestia Kobieca. 1550-2025”, MSN, Warszawa, Fot. ©wSztuce

Większość kolekcji tworzą prace przypadkowych artystów przez nieprzypadkowych ludzi związanych z polskim środowiskiem sztuki współczesnej. Śledząc profil społecznościowy na Facebooku można również odnieść wrażenie, że MSN jest placówką przedszkolną z elementami małomiasteczkowego domu kultury, w którym rysowanki i warsztaty rozwijające koordynację psychosomatyczną stanowią oś programu. O poziomie lingwistycznym i emocjonalnym wpisów nie wspomnę jak i o sposobie wchodzenia w interakcje z każdym, kto ma odmienne zdanie od „adminki” i jej koleżanek po fachu.

Komentarze podważające ideologię MSN są natychmiast wyśmiewanie i uznawane za „seksistowskie”. Profil muzeum, który śladem innych, wielkich muzealnych placówek powinien być platformą edukacyjną i wolną od jakichkolwiek narracji politycznych stał się „emocjonalną piaskownicą” w której zespół marketingu, niczym bohaterki „Seksmisji” wierzy w paralelny świat, w którym ród męski należy zniszczyć i zepchnąć do archiwum.

Kate Diehn-Bitt, „Autoportret w czarnej bieliźnie”, 1932. Wystawa „Kwestia Kobieca. 1550-2025”, MSN, Warszawa, Fot. ©wSztuce

Zrobiłam jednak wyjątek i przy okazji pobytu w Polsce udałam się do MSN na reklamowaną wystawę „Kwestia Kobieca. 1550-2025”. Jej obecność nie wzbudza we mnie zdziwienia ani hormonalnej ekscytacji. Wręcz odwrotnie przyjmuję to ze spokojem, wszak kopiowanie Zachodu jest nieodłączną częścią polskiej sceny artystycznej.

MSN, które nie mając pomysłu na wystawę pokazującą sztukę współczesną w całej jej okazałości i niejednokrotnie kontrowersji, kopiuje pomysł „Now You See Us. 1520-1920”, którą Tate Britain pokazała w 2024 roku. Wystawy, która ukazała 400 lat historii sztuki współtworzonej przez kobiety artystki. Współtworzonej, a nie tworzonej, gdyż nie jest ona i nigdy nie była, monolitem płciowym. Jest zjawiskiem kreowanym przez ludzi obdarzonych talentem widzenia więcej. Ich płeć odgrywa tutaj drugorzędną rolę. Tate Britain, pokazując szerszej publiczności dorobek znanych i mniej znanych artystek nie twierdzi, że były one wykluczone, raczej wskazuje na to, że nie każda z nich przeszła do masowej kultury, nie każdej dzieła widnieją na ścierkach kuchennych, majtkach i kubkach do porannej kawy jak ma to miejsce w przypadku Fridy Kahlo. To, że przeciętna osoba nie potrafi umiejscowić na osi czasu żeńskich artystek nie oznacza, że umiałaby to z robić z mężczyznami. Ilu mieszkańców nad Wisłą słyszało o takich artystach jak: Terry Frost, On Kawara, Leonardo Drew, Hamadzie Butt czy Anish Kapoor? Ilu z nich potrafi wymienić choć jedno ich dzieło?

Ambera Wellmann, „in Medias Res”, 2019. Wystawa „Kwestia Kobieca. 1550-2025”, MSN, Warszawa, Fot. ©wSztuce

Idę zatem na wspomniana wystawę zobaczyć czy odgrzewany kotlet promowany w miejskich tramwajach ma jeszcze siłę intelektualnego rażenia. Pierwsza próba kończy się niepowodzeniem: „muzeum czynne dzisiaj od 12:00”, czytam na kartce przed drzwiami. Adminka nie raczyła o tym poinformować na Facebooku zajęta, być może udawadnianiem wyższości waginy nad penisem. Nie poddaję się jednak i wracam w południe. Pierwszy obraz, który wita mnie w hallu to: „Nie chcę żyć w świecie, który reprodukuje zbiorowe bezimienne groby, jestem przeciwko” ukraińskiej malarki Kateryny Lysowenko. Cóż, trudno spodziewać się, aby witała mnie Magdalena Abakanowicz, która jest za to to obejrzenia w Paryżu (La Trame de l’existence) w Musée Bourdelle.

Wystawa „Kwestia Kobieca”, jest przypadkowym, żeby nie powiedzieć chaotycznym zbiorem nazwisk, które razem tworzą przedziwny zestaw nie mający, poza organami płciowymi artystek, nic wspólnego. Do jednego wora mamy wrzucone wielkie nazwiska pokroju Louise Bourgeois, Tracey Emin czy Soni Boyce, których obecność na scenie światowej jest niekwestionowana, z artystkami rozpoznawanymi jedynie w Polsce lub na Ukrainie oraz z trzecioligowymi malarkami, których twórczość nie powinna nigdy opuszczać murów ich własnych pracowni.

Lisa Brice, „Bez tytułu (według Vallottona), 2023. Wystawa „Kwestia Kobieca. 1550-2025”, MSN, Warszawa, Fot. ©wSztuce

Motywem przewodnim wystawy jest odmieniane przez wszystkie przypadki stwierdzenie, że kobiety były wykluczone z historii sztuki.  Stwierdzenie chwytliwe, ale jak większość sloganów marketingowych całkowicie mijające się z prawda. Gdyby kobiety rzeczywiście były wyeliminowane ze sztuki, to żaden z pokazywanych na tej wystawie obrazów by nie powstał albo został zniszczony przez opętanego zazdrością męskiego szowinistę. Jednak ani to śmieszne stwierdzenie ani zbiór nazwisk nie są prawdziwym hitem tej wystawy. Jest nią Frida Kahlo, a raczej jej reprodukcja. Żadne szanujące się muzeum nie pokazuje na wystawie (płatnej) ani w swojej kolekcji reprodukcji. To tak jakby Luwr zamiast oryginału Mona Lisy powiesił plakat z jej podobizną, kupiony w pobliskim sklepiku. I wziął za jego oglądanie 18 euro od osoby. W MSN mamy więc reprodukcję Kahlo namalowaną na ścianie. Nie wiem czemu ma to służyć. Jeśli to miał być żart, to w bardzo kiepskim stylu. Jeśli nie, to jest to absolutny skandal. Oto państwowa instytucja obracająca milionowymi budżetami pokazuje na wystawie reprodukcje namalowaną na ścianie i nie widzi w tym nic dziwnego. Czy nie można było, po prostu zwrócić się do muzeów, które posiadają prace tej artystki w swoich kolekcjach z prośbą o ich wypożyczenie? To, zresztą nie jedyny taki przypadek. W innej sali mamy też plakat zamiast obrazu, tym razem jednak powód jest wyjaśniony – jest w drodze z Ukrainy.  Widocznie pani kurator, jak i jej zespół nie była w stanie zorganizować transportu jednego obrazu na czas i zadecydowała, że plakat rozwiąże problem. W myśl: „A cóż szkodzi go powiesić”, parafrazując kultowe już powiedzenie.

Wystawa „Kwestia Kobieca. 1550-2025”, MSN, Warszawa, Fot. ©wSztuce

To jednak nie koniec niesmacznych niespodzianek. W żadnym ze światowych muzeów nie spotkałam się, aby w katalogu do jakiejkolwiek wystawy było plucie na religię, w tym Kościół Katolicki, przywódców innych państw (Donald Trump, Giorgia Meloni, Victor Orban), odnoszenie się konkretnych partii politycznych (Prawo i Sprawiedliwość, Fidesz) i powiązanie tego pseudointelektualnego bełkotu z międzynarodowym feminizmem i obecną wystawą. Ma to jednak miejsce w państwowej placówce MSN, a dokładnie w katalogu do wystawy. Co ciekawe, za ten zbiór „wielkich myśli” zapłacimy 160 zł, czyli drożej niż za genialne teksty wybitnych krytyków sztuki drukowane w katalogach takich muzeów jak choćby Tate Modern.

Everlyn Nicodemus, „Fotel ginekologiczny”, 1981. Wystawa „Kwestia Kobieca. 1550-2025”, MSN, Warszawa, Fot. ©wSztuce

W polskim katalogu wystawy „Kwestia Kobieca”, czytamy takie oto frapujące miłośnika sztuki współczesnej stwierdzenia „… w XXI wieku pogłębia się państwowa mizoginia, nadal nagli potrzeba organizowania wystaw kobiecych. W Europie i Ameryce Południowej prawicowe rządy i instytucje wyznaniowe wypowiedziały wojnę „genderowi”. Watykan określił pojęcie genderu jako „diaboliczne”, a „ideologię gender” obwinił o „indoktrynizację” młodych do homoseksualnych stylów życia”. Kościelny dyskurs antygenderowy znalazł odzwierciedlenie w niedawnym rozporządzeniu wykonawczym amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa, zatytułowanym „Defending Women from Gender Ideology Extremism and Restoring Biological Truth to the Federal Government (Obrona kobiet przed ekstremizmem ideologii gender i przywrócenie biologicznej prawdy w rządzie federalnym), w którym Trump oznajmia, że państwo uznaje tylko dwie płcie (żeńską i męską). Równocześnie ta sama amerykańska administracja chce dalszego ograniczenia dostępu do aborcji i osłabienia ochrony przez molestowaniem seksualnym i przemocą seksualną, a także wycofania równości osób LGBTQ+. Programy przeciwko ideologii gender prowadzone są we Włoszech, gdzie premierka Giorgia Meloni zakazała korzystania z surogacji rodzicom LGBT oraz ograniczyła prawa rodzicielskie parom jednopłciowym, przyznając je jedynie rodzicowi biologicznemu. W tym roku na Węgrzech prawicowa partia Fidesz wprowadziła ustawę delegalizującą wydarzenia z okazji Miesiąca Dumy, w praktyce kryminalizując publiczne poparcie dla osób LGBT. Prezydent Viktor Orban zakazał wykładania gender studies na węgierskich uniwersytetach, konstytucyjnie skodyfikował „rodzinę” opartą na małżeństwie kobiety i mężczyzny oraz uniemożliwił osobom transpłciowym zgodną z prawem wymianę dokumentów tożsamości. W Polsce, pomimo porażki Prawa i Sprawiedliwości w ostatnich wyborach parlamentarnych, aborcja pozostaje praktycznie nielegalna. Autonomia kobiet i pełna sprawiedliwość reprodukcyjna tkwią w sferze politycznego tabu przy okazji każdych wyborów, mimo masowych protestów Ogólnopolskiego Strajku Kobiet przeciwko restrykcyjnym przepisom”. Po przeczytaniu tego ideologicznego manifestu, który jak każdy tego rodzaju tekst jest manipulacyjny i napisany w sposób, aby udowodnić wcześniej postawioną tezę, zastanawiam się czy rzeczywiście jego autorka uznaje polskiego odbiorcę sztuki współczesnej za dosadnie nieukształtowaną intelektualnie osobę, którą można karmić takim potokiem bzdur, czy też ona sama zatraciła już całkowicie poczucie czasu i przestrzeni, w której się znajduje. Autorka wyśmiewa prawicowe poglądy, zrównując je z ciemnogrodem. Zapomina jednak, że w Wielkiej Brytanii, kraju, któremu daleko jest do bycia intelektualnym zaściankiem czy prawicowym bastionem, Sąd Najwyższy orzekł w kwietniu br., że terminy takie jak „płeć”, „mężczyzna” i „kobieta” w ustawie o równości z 2010 r. odnoszą się do płci biologicznej. Oznacza to, że płeć prawna danej osoby jest płcią odnotowaną w jej akcie urodzenia, niezależnie od tego, czy posiada ona certyfikat uznający, że ją zmieniła. Czyli na przykład, mężczyzna posiadający certyfikat uznający go za kobietę, pozostaje, według prawa, nadal biologicznym mężczyzną. Nie może więc korzystać z przebieralni, toalet, schronisk, oddziałów szpitalnych przeznaczonych wyłącznie dla kobiet (biologicznych). Coraz głośniej mówi się w Wielkiej Brytanii, że współczesny feminizm to obrona praw biologicznych kobiet. Żadna jednak ze współczesnych wielkich brytyjskich artystek nie centralizuje swojej sztuki wokół politycznych i genderowych przepychanek. Tym bardziej zadziwia takie światłe podsumowanie, które czytamy we wspomnianym katalogu: „Na tym politycznym tle Kwestia Kobieca stanowi zarówno wypowiedź kuratorską, jak i formę opozycji kulturowej. Po drodze jej z aktualną misją feministycznej teorii sztuki, aby nie tylko korygować wykluczenia i wymazania, lecz także kontestować struktury władzy, które do nich prowadzą”. Przyznaję, że trudno się czyta ten ideologiczny manifest napisany przez niedowartościowaną osobę, która w sianiu kolejnej propagandy upatruje cel sztuki współczesnej.

Wystawa „Kwestia Kobieca. 1550-2025”, MSN, Warszawa, Fot. ©wSztuce

Nie zniechęcona jednak tymi „górnolotnymi przemyśleniami” kontynuuję zwiedzanie wystawy. Zatrzymuję się na chwilę w sali zatytułowanej Zrodzone z Kobiety. Na wstępie z opisu kuratorskiego dowiaduję się, że obecnie „artystki odzyskują macierzyństwo jako pole sprawczości i oporu”. To kolejny genialny pseudointelektualny wykwit. Nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek odbierano kobietom macierzyństwo, chyba że nawiązujemy do czasów współczesnych i mamy na myśli transpłciowe kobiety. Ale to by się nie zgadzało z peanem na ich temat, który dopiero co przeczytałam w katalogu. Tak więc kolejna marketingowa bzdura w MSN. Dalej jest jeszcze gorzej i na samej monstrualnej ścianie czytam: „artystki sprzeciwiają się schedzie przeszłości ukazując takie tematy tabu jak karmienie piersią”. Autorka tego stwierdzenia najwyraźniej wymazała ze swojej pamięci fakt, że przez całe stulecia począwszy od XII wieku, poprzez barok, aż po XIX wiek, malarze przedstawiali karmiącą kobietę i to nie dyskretnie tylko z wyeksponowaną nagą piersią, do której przyssane było niemowlę. Obrazy te miały jedną wspólną nazwę – Matka Boska Karmiąca. Z tematem tym zmierzali się najwięksi malarze pokroju Ambrogio Lorenzettiego, Jean Fouqueta, Rogier van der Weydena, Petera Paula Rubensa, Alonsa Cano, Francisco de Goyi i wielu innych. Kobiety malarki nie podejmowały tego tematu z prostej przyczyny – zleceniodawcą tego typu obrazów był głównie Kościół Katolicki. Artemisia Gentileschi teoretycznie mogła go podjąć, ale wolała malować kobiety obcinające mężczyznom głowy.

Mając to wszystko w świadomości rozglądam się po otaczających mnie obrazach. Większość z nich przedstawia kobiece ciała obdarte z jakiekolwiek piękna. W myśl teorii, że im bardziej niezgrabne, otyłe czy niekształtne tym piękniejsze. Tą fascynacje brzydotą mogę zrozumieć – wszak Lucian Freud też wolał malować grubaski, zahipnotyzowany ruchem fałd unoszących się i opadających w rytm wdechu i wydechu modelki.

Miriam Cahn, „Musi się urodzić”, 2024.Wystawa „Kwestia Kobieca. 1550-2025”, MSN, Warszawa, Fot. ©wSztuce

Malarki Miriam Cahn oraz Clarity Haynes w swoich obrazach przedstawiają moment porodu.  Haynes idzie w stronę realizmu fotograficznego, Cahn skupia się bardziej na emocjonalnym przekazie, który z narodzin dziecka czyni najbardziej traumatyczny moment w życiu kobiety. Badanie ginekologiczne to natomiast temat przewodni obrazu znanej kilimandżaryjskiej artystki Everlyn Nicodemus. Artystka przedstawia na nim kobietę, a właściwie jedynie jej nogi i krocze, do którego palce wkłada mężczyzna – lekarz.  Obraz istotny, z uwagi na edukację zdrowotną kobiet, które straszone od dzieciństwa wizytą u ginekologa, rozwijają następnie chorobliwą fobię przed badaniami, co w konsekwencji prowadzi je do zaniedbań zdrowotnych i niejednokrotnie śmierci z powodu niewykrycia na czas np. raka szyjki macicy. Lekarze, co roku alarmują o potrzebie robienia regularnie cytologii. Badanie, jakkolwiek nieprzyjemne, niekoniecznie musi być dokonane przez mężczyznę. W każdej przychodni są wszak kobiety ginekolodzy, więc to wybór osobisty kobiety, do kogo się udaje. Pani Kurator jednak nie idzie w tym kierunku, po raz kolejny nakładając swoją ideologię na rzeczywistość. W opisie obrazu czytamy, że to „kobieta sama zakrywa swoje krocze w rozpaczliwym geście obronnym”. I tutaj dopiero mamy do czynienia z prawdziwym ciemnogrodem.

Patrząc na twórczość kobiet, a szczególnie na ich relację z własnym ciałem, nie sposób nie dostrzec w niej nieuzasadnionej wulgarności, która nigdy nie pojawia się u ich kolegów. Gdyby jakikolwiek mężczyzna przedstawił kobiece ciało w sposób w jaki robią to malarki, zostałby zlinczowany i spalony na stosie przez współczesne feministki. Przez te same wojowniczki, które patrząc na Olympię Édouarda Maneta czują się uprzedmiotowione, ale nie widzą nic upokarzającego w twórczości kobiet sprowadzających kobiecość do narządów rodnych.

Toksyczna relacja kobiet z ich własnym ciałem nie jest winą mężczyzn, jak wiele współczesnych kobiet chciałoby to widzieć. Jest głęboko zakorzenionym fenomenem, który doprowadza kobiety do autodestrukcji: cielesnej i intelektualnej. Widać to wszędzie, począwszy od mediów społecznościowych w których królują napompowane usta i wybotoksowane policzki po współczesną literaturę, w której trudno znaleźć pisarki pokroju Simone de Beauvoir, Virginia Woolf czy Marguerite Duras. Żyjemy w epoce infantylnych kobiet, które chcą być jak Barbie: nienawidzić Kena i jednocześnie robić wszystko, żeby go zadowolić. Bez Kena bowiem, nie wiedzą kim są.

Jade Guanaro Kuriki-Olivo („Puppies Puppies”), 2023. Wystawa „Kwestia Kobieca. 1550-2025”, MSN, Warszawa, Fot. ©wSztuce

Wystawa „Kwestia Kobieca” jest szkodliwym, ideologicznym manifestem. Szkodliwym, bo odwraca uwagę od twórczości kobiet, od ich prac i warsztatu. Nie skupia się na tym, co najważniejsze, ale stawia je w kontrze do „męskiego, szowinistycznego świata”, pozbawiając je, paradoksalnie, ich własnego głosu. Zagłusza je polityką, ideologią i tezą o paralelnym świecie, który niczym nowe szaty króla, nie istnieje.

I jeszcze jedno: wystawa Kwestia Kobieca okazała się nie do końca być taka kobieca. Wśród szeregu artystek znalazło się bowiem dwóch mężczyzn. Pierwszy z nich to malarz Henry Nelson O’Neil i jego obraz „Tintoretto Painting His Dead Daughter”, a drugi to Jade Kuriki-Olivo, występujący pod pseudonimem Puppies Puppies. Artysta jest biologicznym mężczyzną, ale po zmianie płci funkcjonuje jako kobieta. Na wystawie w MSN można zobaczyć jego rzeźbę zatytułowaną „A sculpture for Trans Women A sculpture for the Non-Binary Femmes A sculpture for Two-Spirit People • I am a woman. I don’t care what you think • (Transphobia is everywhere and everyone is susceptible to enacting it at any moment) (Unlearn the transphobia brewing within) I am a Trans Women. I am a Two-Spirit Person. I am a Woman. This is for my sisters and siblings everywhere. History erased many of us but we are still here. I will fight for our rights until the day I die. Exile me and I’ll keep fighting., 2022”. Jest ona wykonana na podstawie skanu 3D ciała artysty i umieszczona na piedestale, na którym widnieje tylko jedno słowo „Woman”. Rzeźba przedstawia mężczyznę podczas procesu transformacji płciowej. Jego ciało jest pozbawione jakichkolwiek kobiecych krągłości. Widzimy jedynie delikatnie powiększone piersi, które dzięki kuracji hormonalnej wkrótce nabiorą pełniejszych kształtów oraz męskie genitalia, wskazujące na biologiczną płeć. Rzeźba stanowi akt protestu i konfrontacji w stosunku do definiowania kobiety wyłącznie z perspektywy biologii. Dzisiaj bowiem kobietą może być każdy. Posiadanie macicy czy okresu nic nie znaczy, tak samo jak chromosomów XX. W tym świetle Kwestia Kobieca nie już tylko domeną kobiet, ale także mężczyzn, którzy postanowili być kobietami.

W jednym z komentarzy na Facebooku wspomniana wcześniej Adminka pisze, że wybór prac jest wynikiem przemyślanej decyzji kuratorskiej. I, że chodzi o stworzenie przestrzeni, która prowadzi dialog z różnymi perspektywami sztuki współczesnej. Skorzystałam więc niejako z tego zaproszenia, aby wyrazić swój pogląd.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj